Czy studia pielęgniarskie są trudne?
Czy studia pielęgniarskie są trudne? Czy pielęgniarstwo to łatwe studia? Czy warto iść na studia pielęgniarskie? Jak wyglądają studia na kierunku pielęgniarstwo? Ktoś z was studiował lub studiuje? Mogłabym zostać pielęgniarką, nie wiem tylko, czy dałabym radę na studiach.
2 Odpowiedzi
Hej! No wiesz, odpowiedź jest taka typowa „zależy” 😊
Studia pielęgniarskie są wymagające, nie ma co ukrywać. Z perspektywy 4 roku mogę Ci powiedzieć, że to nie jest nauka jak na innych kierunkach. Po pierwsze, sama ilość materiału jest ogromna – od anatomii, przez farmakologię, patologię, aż po specjalistyczne przedmioty pielęgniarskie. Wszystkiego trzeba się nauczyć naprawdę solidnie, bo to wiedza, którą będziesz wykorzystywać w praktyce i od której zależy zdrowie, a czasem życie ludzi.
Najbardziej wymagające są praktyki kliniczne. W pierwszych latach to był dla mnie szok – łączenie teorii z rzeczywistością na oddziale, odpowiedzialność za pacjentów, stres podczas pierwszych zabiegów. Pamiętam, jak trzęsły mi się ręce przy pierwszym zastrzyku. Ale z czasem człowiek się ogrywa. Teraz na 4 roku praktyki są już bardziej specjalistyczne i czuję, że naprawdę umiem dużo.
Trudne jest też pogodzenie wszystkiego – wykłady, ćwiczenia, praktyki, dyżury, nauka do egzaminów. Czasami miałam wrażenie, że nie mam życia poza uczelnią. Ale z drugiej strony, jak już trafisz na dobry oddział z fajnym zespołem i widzisz, że to co robisz ma sens, że pomagasz ludziom – to daje niesamowitą satysfakcję.
Powiem Ci szczerze – jeśli lubisz kontakt z ludźmi, nie boisz się ciężkiej pracy i chcesz robić coś konkretnego, co ma znaczenie, to dasz radę. Te studia uczą pokory, empatii i siły, o której nie miałam pojęcia że ją mam. Trudne? Tak. Warte tego? Zdecydowanie.
Trudne? Owszem, były trudne.
Ale szczerze mówiąc, studia to było nic w porównaniu z tym, co przyszło potem. Siedziałaś nad książkami, zdawałaś egzaminy, robiłaś praktyki pod opieką. Miałaś czas się zastanowić, poprawić błąd, zapytać.
Rzeczywistość wygląda inaczej. Pierwszego dnia pracy dostałam pięciu pacjentów i lista zadań na cały dyżur. Nikt nie pyta, czy pamiętasz jak się zakłada cewnik czy oblicza kroplówkę – po prostu musisz to zrobić. I to szybko, bo za chwilę dzwoni następny pacjent, a lekarz potrzebuje wyników, a rodzina czeka na rozmowę.
Najgorzej było nauczyć się pracować pod presją czasu. Na uczelni wszystko robisz precyzyjnie, spokojnie. Tutaj masz dwanaście godzin na wykonanie trzydziestu rzeczy. Wybór prosty – albo się nauczysz priorytetyzować i działać sprawnie, albo nie wytrzymasz.
Brakowało mi też przygotowania do strony ludzkiej. Umierający pacjent, agresywny pijak na SOR, rodzina oskarżająca Cię o zaniedbanie. Nikt tego nie ćwiczył na ćwiczeniach.
Po trzech latach? Radzę sobie. Nauczyłam się. Ale gdyby ktoś mnie spytał czy studia były trudne, powiedziałabym: były wymagające. Praca jest brutalna.